Stracony Wątek – Pomóż!

Zacząłem niedawno nową pracę w fajnej polskiej firmie w Warszawie, a tam jestem jednym obcym pracownikiem. Choć pracujemy dla zagranicznych firm, to znaczy, że większość naszych spotkań jest prowadzony w języku polskim. W poprzedniej firmie, bym powiedział tylko połowa (bo kolega z Anglii nadal się uczy Polskiego) była prowadzona w ten sposób. Jak rozmawiam o sobie z kimś, to często o tych samych tematach, używając tych samych słów. Natomiast w kontekście służbowym, spotkania mogą być na wiele różny tematy, z nowymi, nieznanymi słowami lub osobami. Szybciej muszę myśleć, nie tylko żeby zrozumieć i kształcić swoją opinię, ale też powiedzieć co mam na myśli.

W pierwszych dniach wracałem z pracy kompletnie wyczerpany i znokautowany! Była niespodzianka ponieważ w poprzedniej pracy też prowadziliśmy spotkania w języku polskim, rozmawialiśmy między sobą w języku polskim, i w ogóle miałem wrażenie, że, choć nadal nie mówię lub piszę bezbłędnie, dałem radę wreszcie w tym języku.

To poczucie chyba chodzi o poziom częstości w używaniu. W skrócie, jeśli skoczysz od 50% czasu do 90% czasu w nowym języku, jest to pewny i znaczny krok. Zdecydowanie wymaga więcej koncentracji żebym wracał uwagę na moje błędy i zachęca mnie, żeby pracować dalej nad tym.

Wczoraj nawet napisałem metaforę na to moje obecne poczucie. Mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli.

Czuję się jak gruby facet chodzący na niekończące drugą do szczytu. Im więcej chodzę, im więcej schudnę, tym lepiej i szybciej idę. To dobry postęp. Spojrzę poza siebie i jestem dumny, że tak daleko szedłem. Brawo. Ale wtedy spojrzę przed sobą, i szybko wiem, że nadal mam daleko do szczytu.

100% pracy w j. polskim pewnie się opłaca. W piątek oglądałem mecz z kumplami, których nie widziałem przez jakiś czas. Nagle w trakcie rozmowy zorientowałem, że nawet nie myślałem, co mówiłem (może i tak bo gadaliśmy o głupotach, ale nie sądzę). Mówienie w języku polskim częściej jest to dla mnie, nie trudne, ale naturalne. Kiedyś, nawet osiemnaście miesiąc temu, dla mnie było ciężkie. Musiałem skupić ostrożnie na wszystko co ta druga osoba mówiła, czując pewny poziom stresu. Jak byłem w grupie osób było mi bardziej trudno, szczególnie bo ludzie mówią w bardziej potocznym stylu w grupach, i szybciej.

Ale druga strona zawsze jest. Coraz więcej czuję się, jak stracę czegoś kiedy mówię w swoim języku ojczystym. To znaczy, że jak gadam z braćmi lub kumplami jak jestem w Anglii, mam wrażenie, że oni mówi szybciej i w bardziej zabawnym stylu. I to fakt, u mnie mówię w pracy, w domu oraz z przyjaciółmi tylko po polsku. To znaczy, że znacznie mało mówię w j. angielskim w ciągu dnia. Dobrze teraz wiem, dlaczego moja Babcia, po sześćdziesięciu latach w Anglii, słabo czasami mówiła po szwedzku. If you don’t use it, you lose it, jak Anglicy mówią. A kiedyś byłem tak dumny i szczęśliwy z mojego poziomu języka angielskiego. Śpiewałem w nim, pisałem w nim, bawiłem się z niego. Trochę mi przykro, że tak wyjdzie, ale takie są skutki życia jako obcokrajowiec.

Na szczęście wszyscy w pracy są mili, nasi klienci wybaczą mnie kiedy, czasami – nie, nawet bym powiedział nadal często – mylę się, stracę wątek, nie potrafię wyrazić to co chcę powiedzieć. Oni są cierpliwi. Pewnie Polacy są dumni, że ktoś chce uczyć się ich języku. Nie mogę wyobrażać sobie życie w tym kraju bez niego, to temat o którym gadałem w ostatnim vlogu.

Więc tak, w pół godzinie napisałem ponad pięćset słów w obcym języku – tego nigdy nie wyobrażałem sobie pięć lat temu. Do jakiego wniosku dojdę po tym ostatnim doświadczeniu? Im więcej jesteś poza twoją strefą komfortową, tym bardziej się uczysz, poprawisz i zmieniasz. Więc dawaj dawaj! Głowa do góry i idziemy do przodu.