Biskupiec

 Wczoraj poszedłem do kościela, żeby modlić sie jeszcze raz, masz trwał, i siedziłem na tylu. Wiem, ze był (czwartek? Środa? Już nie pamietam) dzien powsżedni, ale wydaje mi się, ze zaraz ten kościół będzie pusty w ciągu tygodniu. Tak jak w  Anglii, gdzie tylko 1% ludzi często chodzą do Kosciela, każdy tych wiernych mieli przynajmniej po 50/60 lat. Ale jak zawsze - i brakuję mi słów opisać jak sie czułem po Polsku - byłem pod wrażeniem z ich pobożnośćą. Ma madzieję, że nie znika z naszych zwykłych dniach. 


Wczoraj wieczorem, byłem gotowy zrezygnować mojej wyprawy. Cała ciała bolała mnie. Ewidentny tak, że wczoraj wymagał więcej energii niż spodziewałem sie. Dziś wystawałem się determynowany kontynuować. Najgorszy jest pęcherzy. Jeden na mojej lewiej stopy jest bardzo dużo. Z każdym krokiem boli mnie. O, co za marżen, kiedy myślę jak to by było pływać w jeziorze! 

Dzisiaj będzie 30 stopni, więc mam wynosić wiecej wodę. Ale im wiecej, tym ciężkim. Zakombinowany z ciepłą pogodą, tzn. Że dziś będzie 

Najgorszy moment dziś już było, kiedy zrozumiałem, że zapomniałem kabel mojego IPad w świetnym Lipcu. Jezus Maria! Co za idiotę! Widzę dokładnie gdzie, tez. Pod tym stołem. Ale nie wrócę, go zabrać!

Więc mam ekstra bodziec być w Olsztynie, żeby kupić nowy kabel. Więc chyba jestem gotowy. Szczególnie bo - ten hotel był okropny i ludzie nie mili - to był śniadanie misztrów!

Zjadłem wszystko oprócz sałatki :)